Dzień 7.

Rano pobudka o godzinie 7.00. Pakowanie namiotu, śniadanie razem z kierowcami i jedziemy dalej. Postanowiliśmy, że od teraz wracamy do starych par, czyli Agata i Kinga, ja i Mateusz. Dodatkowo zmieniliśmy to, że od teraz Angelika, Łukasz, Mateusz oraz ja jechaliśmy razem na dwie ciężarówki, a dziewczyny jechały stopem. Był to jednak błąd, o którym później. My jechaliśmy dalej:

P1290250

Jest dobrze

P1290251

Przed siebie!

P1290252

Oraz postój na bramkach

Przez Serbię przejechaliśmy raz dwa mijając 2 razy dziewczyny. Podobnie przez granicę Serbia – Węgry. Na granicy przeszliśmy pieszo obok bardzo długiej kolejki samochodów, gdzie pod okienko celnika podjechaliśmy „wyimaginowanym” samochodem, ustawiając się tak, jak powinno się siedzieć w samochodzie, czyli kierowca i 3 pasażerów 😉 Od teraz byliśmy z powrotem w cywilizowanym kraju, gdzie za łapanie stopa na autostradzie grożą mandaty.

P1290256

Ale nas to nie odstraszyło. Doszliśmy piechotą na stację benzynową, gdzie czekali na nas nasi kierowcy. A z tego miejsca przejechaliśmy przez całe Węgry bez postoju.

Mieliśmy ciekawą sytuację na drodze będąc już pod granicą. Jeden z naszych kierowców zaczął wyprzedzać na ciągłej, podczas gdy z naprzeciwka wyjechał samochód. Szybko wyhamował jednak ciężarówkę, jednak to samo zrobił kierowca wyprzedzany przez nas. I ciężarówka, którą jechała Angelika i Łukasz ledwo ledwo się schowała. Kierowca z wyprzedzanego samochodu widząc całe zajście postanowił się zatrzymać na środku drogi, wyjść z samochodu, po czym rzucił w kabinę bułką. Gdy już myśleliśmy, że już jest po zajściu, kierowca wyciągnął z samochodu ok. 30 cm maczetę i zaczął nią wymachiwać w naszą stronę. Szkoda że Łukasz nie nagrał filmiku. Pewnie teraz świętował by tryumfy na youtubie 😉 Na szczęście maczeta okazała się tylko groźbą, po czym pojechaliśmy dalej, aż wjechaliśmy na Słowację, gdzie pożegnaliśmy się z naszymi kierowcami. Jechało się z nimi bardzo dobrze. A jechaliśmy tymi ciężarówkami:

P1290262

Będąc na poboczu dostałem od Agaty SMSa, że depczą nam po piętach jadąc tą samą drogą. Bardzo się wtedy ucieszyliśmy. Zrobiliśmy z tej okazji karton „Do mamy”. Jeden z kierowców ciężarówek widząc ten karton podszedł do nas oraz powiedział, że zabierze tylko dwie osoby. Wybór padł na Angelikę i Łukasza. W momencie, gdy oni wsiadali do ciężarówki, złapaliśmy wspólnie kolejną ciężarówkę jadącą do Polski. I tak jechaliśmy znowu na dwa tiry. Czysty przypadek 😉 Na dodatek jechaliśmy w to samo miejsce – Żory. A więc niedaleko domu. A więc jechaliśmy przez Słowację:

P1290265

Słowackie drogi

Nagle pogoda zaczęła się powoli psuć. Było zimno i padał ulewny deszcz. My zatrzymaliśmy się na parkingu na postój, gdzie dostaliśmy od kierowców pulpety. Po całym dniu głodówki smakowały wyśmienicie 🙂

Nie one były w tym momencie ważne. Dostaliśmy SMSa od dziewczyn, że jest im zimno i źle. Ktoś je wysadził w ulewie, a były jeszcze za nami. Powoli robiło się ciemno, więc mieliśmy wątpliwości, czy przyjadą tego dnia. Gdyby miały namiot, to jeszcze mogłyby się w nim ogrzać trochę i ochronić przed deszczem. Nie mogąc nic zrobić jechaliśmy dalej przed siebie zastanawiając się co dalej z nimi będzie. Gdy zostaliśmy wysadzeni w Żorach dostałem od Agaty telefon, że złapały kogoś do Cieszyna. Uradowani tym faktem wysiedliśmy z ciężarówki, robiąc ostatniemu kierowcy zdjęcie:

P1290267

Dzięki! 🙂

Po czym zadzwoniłem do kuzyna z prośbą, aby po nas przyjechał. W międzyczasie poszliśmy do McDonalda się ogrzać, gdzie jego obsługa zdębiała na nasz widok ubranych w hawajskim stylu w taką pogodę 😉

– „No sorry, my się bawimy” 😉

W drodze do domu dzwoni do mnie Agata:

– „My nie jedziemy na Cieszyn, tylko na Chyżne! Kierowca źle nas zrozumiał!”

Wtedy zaczęliśmy żałować decyzji, że się rozdzieliliśmy. Mogłem wracać z Mateuszem stopem, a dziewczyny razem z Angeliką i Łukaszem. Ale było jak było. Przez całą drogę myśleliśmy, jak im pomóc, jednak na nic się to zdało. Gdy przyjechaliśmy do domu, pierwsze co zrobiliśmy, to sprawdziliśmy połączenia kolejowe z Krakowa do Katowic z nadzieją, że zdążą na pierwszy pociąg o godzinie 3.40. Cały czas myśleliśmy o dziewczynach. Taka głupi pomysł tyle je kosztował. Nie mogąc już nic zrobić, wypiliśmy za „częściowo” wspólny powrót do domu po kieliszku „wkurwionego psa”, po czym poszliśmy spać zamykając naszą wycieczkę do Macedonii:

P1290270

O 7 rano obudził mnie SMS od Agaty, że dojechała wraz z Kingą szczęśliwie do domu.

Dzień 6.                                                                                 Podsumowanie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s