Dzień 6.

Dzień ten był naszym ostatnim na campingu. Od rana coś było do roboty, posprzątać namiot, spakować do plecaka rzeczy, aby na końcu złożyć namiot i wyruszyć w drogę do domu. Zjedliśmy szybko śniadanie, wykwaterowaliśmy się, po czym ruszyliśmy w drogę. A było na prawdę żal odjeżdżać:

P1290164Pierwszego stopa w stronę domu złapałem jeszcze z Mateuszem, aby po kilku minutach zamienić się parami. Od teraz Mateusz jechał z Kingą, a ja z Agatą. Cel był jeden – Budapeszt, a w nim zwiedzanie i impreza. Stwierdziliśmy, że taki podział na pary będzie lepszy bo będzie szybszy. Mieliśmy rację. Już po 3 minutach jechaliśmy w kierunku Bitoli – miasta położonego na południe od Ohridu. Droga była co prawda dłuższa od planowanej, ale za to szybsza. Zrobiliśmy jeszcze fotkę Kindze i Mateuszowi:

Kinga łapie stopa, Mateusz ją dopinguje

Kinga łapie stopa, Mateusz ją dopinguje

Po czym wsiedliśmy do samochodu. Przejechaliśmy 10 kilometrów, i po kolejnych 3 minutach mieliśmy kolejną podwózkę. Tym razem na 50 kilometrów:

P1290180

P1290191

Tam zostaliśmy wysadzeni przy drodze, którą nie jechało dużo samochodów. Jednak uśmiech na twarzy i ręce Agaty nam pomógł, bo nie minęła chwila a my znów jechaliśmy przed siebie 🙂

:-)

🙂

Następny postój, i kolejna podwózka. Tak to stopa można łapać. Nie było nawet kiedy wody się napić na poboczu. Jak widać, uśmiech Agaty potrafi zdziałać cuda. Nie to co uśmiech Mateusza 😉

Autostrady w Macedonii mają to do siebie, że są puste. Tak było i tym razem, a skorzystała z tego kto jak nie Agata i… Sheepcio 😉

P1290209

„Ale szybko, bo auto jedzie” 😉

P1290210

🙂

P1290212

Szczęście chciało, że zabrałem ze sobą zapas rakiji. Delektowaliśmy się tym trunkiem co wyjście z samochodu. W ten sposób opijaliśmy zdrowie kierowców, którzy nam pomagali 🙂 Później załączyły się dobre humory i złapaliśmy stopa gdzieś do Serbii przed Belgrad 🙂 Co jak co, ale pomysł z rakiją był idealny.

P1290217

Rakija i zdrówko 😉

P1290227

Do Kumanova poproszę

P1290221

A granicy same smakołyki 🙂

P1290218

I wspólne zdjęcie

Granicę Macedonia – Serbia musieliśmy przejść piechotą. Celnik tego dnia odprawiał już Polaków autostopowiczów, bo gdy zobaczył nasze plecaki to pozwolił nam iść dalej. Kierowca musiał się jedynie odprawić gdzie indziej, jednak po godzinie siedzieliśmy już razem w ciężarówce:

I jechaliśmy przed siebie

I jechaliśmy dalej przed siebie

Po paru godzinach jazdy kierowca musiał zrobić przerwę, więc skorzystaliśmy z chwili wolnego czasu i zrobiliśmy sobie kolację przy „świecy” z palika oraz nastrojowej bałkańskiej muzyce:

Smacznego :-)

Smacznego 🙂

Na zdrowie :-)

Na zdrowie 🙂

Będąc jeszcze na parkingu dostaliśmy SMSa, że Kinga, Mateusz, Angelika i Łukasz złapali 2 ciężarówki i jadą jeszcze 100 kilometrów przed nas. Poprosiliśmy więc naszego kierowcę o to, aby wysadził nas na stacji, na której mieliśmy się wszyscy spotkać. Agata położyła się spać, a ja powiedziałem, że będę pilnował drogi. „Na chwilę” zamknąłem tylko oczy, po czym budzi mnie Agata:

– „Ej, już jesteśmy!”

– „Faktycznie” 😉

Na resztę czekaliśmy pół godziny. Gdy już znaleźliśmy się wszyscy razem, postanowiliśmy że nie jedziemy do Budapesztu. Pomysł był niezbyt dobry, ponieważ na sam dojazd do tego miasta zszedłby nam cały dzień. Obraliśmy inny cel: mój dom w Wodzisławiu Śląskim a tam impreza, po czym rozmawialiśmy jeszcze chwilę z kierowcami i poszliśmy spać:

IMAG0236

Dzień 5.                                                                                                              Dzień 7.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s