Dzień 3.

Tego poranka obudziliśmy się po prawie nieprzespanej nocy. Namiot nasz wzbudzał wiele podejrzeń wśród wjeżdżających na skład celny kierowców, którzy bardzo się o nas troszczyli i budzili co chwilę w nocy:

– „Nie możecie tutaj spać, bo to jest zakazane. Duże mandaty za to!”

Brzydko mówiąc olaliśmy ich ostrzeżenia i wyszliśmy z namiotu po praktycznie „nie przespanej nocy”. Wychodząc z namiotu zobaczyliśmy inny namiot rozstawiony obok naszego:

P1280662

Inna para autostopowiczów jechała całą noc i chciała się w końcu przespać chwilę. My za to zwinęliśmy namiot i widzieliśmy celników idących w naszą stronę. Na pytanie czy się zwijamy, odpowiedzieliśmy „tak”. Prawdopodobnie myśleli oni, że mamy 2 namioty i ten drugi będziemy zaraz składać. Nic jednak z tego. Później widzieliśmy, jak celnicy chodzą i szukają autostopowiczów ukrytych na noc w trawie obok składu. My zjedliśmy na śniadanie bigos przywieziony z Polski, umyliśmy zęby:

P1280664

Mycie zębów. Wersja hard 😉

I wyszliśmy ponownie na autostradę łapać stopa:

P1280665

Przez 2 godziny przejechało może z 5 samochodów. Gorzej niż przed czterema godzinami. Mateusz z racji tak małego ruchu oparł się o swój plecak i usnął. Ja postanowiłem działać. I się udało. Po 20 minutach podszedłem do kierowcy ciężarówki widocznej na zdjęciu wyżej i załatwiłem nam podwózkę pod Skopje – stolicę Macedonii:

Już blisko :-)

Już blisko 🙂

Przejechaliśmy z kierowcą około 50-ciu kilometrów, które wraz z ich upływem zmieniały się w malownicze krajobrazy. Gdy wyszliśmy z kabiny, dostrzegliśmy parę autostopowiczów łapiącą stopa w to samo miejsce, co my:

Heloł :-)

Heloł 🙂

Wymieniliśmy między nami „cześć – cześć”, ponieważ zatrzymał im się samochód. My poszliśmy dalej, bo wiedzieliśmy, że za jakieś 3 kilometry jest wjazd na obwodnicę Skopje. Te 3 kilometry widoczne na znaku okazały się odcinkiem 7 kilometrowym. Mimo tego – szliśmy dalej, trzymając w ręku karton z napisem „Ohrid”. Po chwili Mateusz dostrzega kątem oka biały samochód za nami na poboczu:

– „Ktoś się zatrzymał!”

Gdy się odwróciliśmy, okazało się, że tym kimś była policja.

– „Wasze paszporty dajcie.”

– „Ale my tylko na stację idziemy.” – pokazaliśmy palcem na stację znajdującą się 200 metrów przed nami.

– „Wy to Węgrzy?”

– „Nie, Polacy.”

– „Aaa, Polacy. Żaden problem. Na zjeździe idźcie w prawo, tam jest autostrada na Ohrid i tam łapcie.”

Po raz kolejny przekonałem się do autostopu na bałkańskich autostradach 🙂 Zgodnie ze wskazówkami pana policjanta poszliśmy tam, gdzie po 3 minutach zatrzymał się dostawczak jadący do Prisztiny – stolicy Kosova. Przejechaliśmy z nim może z 20 kilometrów. A tam jak sami widzicie:

Drogi puściutkie jak u nas drogi polne :-)

Drogi puściutkie jak u nas drogi polne 🙂

Więc szliśmy przed siebie

Więc szliśmy przed siebie

Aż doszliśmy do zjazdu/wyjazdu z centrum

Aż doszliśmy do zjazdu/wyjazdu z centrum

Tam włączyły się nam dobre humory. Zaczęliśmy śpiewać i grać na ukulele. I tak po 3 minutach zatrzymał się zdezelowany van odpalany na kable:

:-)

🙂

Jego kierowca na wieść, że my to Polacy, zachwycił się niemożliwie. Opowiadał, jak to kiedyś pracował i mieszkał w Polsce. Miło usłyszeć coś takiego od niezbyt zamożnych, ale za to jak bardzo pomocnych ludzi. Na drogę dostaliśmy od niego 4 euro na piwo. Wiedział, że nam się przyda. Nie chcieliśmy jednak tych pieniędzy.

– „Kupcie sobie za te pieniądze piwo. Ja też kiedyś jeździłem stopem i wiem co to znaczy piwo w upalny dzień.” 🙂

I tak jechaliśmy jeszcze przez 5 kilometrów, po czym złapaliśmy następnego stopa. Kierowca, z którym teraz jechaliśmy, chwalił się ilością kamieniołomów, które posiada. A my cieszyliśmy się widokami jak z pocztówek 🙂

Jechaliśmy wąwozami

Jechaliśmy wąwozami

Drogami "jak w Alpach"

Drogami „jak w Alpach”

P1280702

Z takimi widokami

Następnego, przedostatniego stopa złapaliśmy w przeciągu 30 minut. Tym razem metodą „na pajaca” – czyli Mateusz skakał a ja się z niego śmiałem 😉 Ale za to złapaliśmy go na ostatnie 100 kilometrów. Jechaliśmy krętymi górskimi drogami, nie schodząc poniżej 100 km/h, a na prostych odcinkach samochód rozpędzał się do 160 km/h. Za kierownicą siedział młody adwokat mający wtyki w policji 😉 Po niecałej godzinie byliśmy już nad jeziorem prawie u celu:

Prawie u celu :-)

Prawie u celu 🙂

Ostatni stop złapaliśmy od „niechcenia” 😉 Kierowca na pytanie o miejsce, zawiózł nas właśnie tam, gdzie była meta – Camping AS 😀

53 godziny po starcie dotarliśmy jako 1. para męsko męska klasyfikując się ponoć (jeszcze nie potwierdzone) na 15 miejscu. Bardzo się cieszymy z tego wyniku 🙂

Od razu po zakwaterowaniu na polu kupiliśmy sobie za te 4 euro, które dostaliśmy w drodze piwo. Później szybkie przywitanie ze wszystkimi i rozłożenie namiotu. Agacie i Kindze zrobiliśmy na namiocie niespodziankę 🙂

P1280711

Sheepi władcą namiotu 😉

A dziewczyny zrobiły nam niespodziankę – zimne piwo – które wypiłem sam. Mateusz ze zmęczenia położył się spać. Później żałował tego, co go ominęło 😉 Godzinę po nas przyjechał Wojtek z Jarkiem. Byli tacy głodni, że od razu zrobili sobie obiad, jednak podczas gotowania zapaliła się im butla z gazem. Zdezorientowany Ufo (Jarek) chciał ją kopnąć w stronę, gdzie nie było ludzi. Niestety, kopnął ją prosto na mnie. Efekt? Skaleczona kostka i wypalone włosy na nodze. Widziałem kiedyś film „Matrix”. Myślałem, że efekty specjalne są tylko w filmach. Nie dość, że widziałem je na żywo, to doświadczyłem także na własnej osobie 😉 A butla odbijając się ode mnie, została przy namiocie. Oto efekt:

P1280717

Namiot nie był dłużej zdatny do użytku. Agata spała w namiocie razem z nami, a Kinga z Łukaszem i Andżeliką poznanymi na imprezie dzień przed wyjazdem do Macedonii. Po tym całym zajściu poszliśmy do sklepu kupić sobie co nieco 🙂

Ufo kupił sobie oranżadę :-)

Ufo kupił sobie oranżadę 🙂

Walaszek piwo

Walaszek piwo

A my wszyscy po lodzie :-)

A my wszyscy po lodzie 🙂

Nie mogło zabraknąć także pamiątkowej fotki:

P1280723

A po powrocie na camping przebraliśmy się wszyscy w kąpielówki i heja do jeziora na upragnioną kąpiel 🙂

Hop :-)

Hop 🙂

Woda była ciepła jak u nas w Bałtyku (ponoć). Po kąpielach przyszedł wieczór i imprezy. Fajnie się siedzi i imprezuje nad brzegiem jeziora:

P1280767

Próbowaliśmy coś grać, jednak alkohol robił już w tym czasie swoje i palce się plątały 😉

P1280774

Co potwierdza uśmiech Walaszka 😉

Później poszedłem spać wcześniej niż wszyscy. Trzeba było odespać te 2 dni podróży 🙂

Dzień 2.                                                                                                                 Dzień 4.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s