Londyn, Anglia

Pomysł weekendowego wypadu od dawna krążył w naszych głowach z dwóch powodów: chcieliśmy się wyrwać i zapomnieć o monotonii życia codziennego, oraz uczcić w ten sposób 2 okazje: Mateusz został inżynierem, ja skończyłem semestr 7. Dodatkowo sprzyjało nam szczęście, ponieważ pojawiła się pokaźna pula biletów lotniczych w bardzo atrakcyjnych cenach. Bez dłuższego namysłu kupiliśmy bilety do Londynu.

P1270021

Karty pokładowe. Odprawę załatwia się przez internet.

Mogliśmy wybrać inne znane miasta, ale coś trzeba zostawić na później 😉 Dwa tygodnie później siedzieliśmy w ciepłym wnętrzu na pokładzie Boeinga podziwiając świat pod nami:

Katowice Airport

Katowice Airport

Kanał La Manche

Gdzieś nad Europą

Nasz przewoźnik

Nasz przewoźnik

Co ja paczę? ;-)

Co ja paczę? 😉

Dwie godziny później znaleźliśmy się już w Londynie. Nie czekając długo, poszliśmy pieszo w kierunku wjazdu na autostradę, gdzie po 10 minutach czekania z wystawioną karteczką zatrzymał się samochód. Jakie było nasze zdziwienie, gdy kierowcą okazał się Polak 😉 Z jego pomocą dojechaliśmy do Wembley, dzielnicy Londynu:

P1270063

Ruch lewostronny

P1270064

Prędkość, odległości – wszystko w milach

P1270067

Domki przy obwodnicy

Po wjeździe do miasta, ku naszemu zdziwieniu, Londyn okazał się miastem gdzie panuje wszechobecny bałagan. Powyższe zdjęcie jest tylko wstępem do tego, co widzieliśmy później. Przed przyjazdem wyobrażenia na temat tej metropolii mieliśmy inne – wszędzie ład i porządek. Rzeczywistość jest jednak inna.

Po drodze dowiedzieliśmy się, że autostop w Anglii jest zakazany i policja może nałożyć wysokie mandaty. Po raz kolejny rzeczywistość okazała się inna – przejeżdżające obok radiowozy nie zwracały na nas uwagi. A było ich sporo.

Po godzinnej jeździe znaleźliśmy się w pobliżu Wembley – zarówno dzielnicy, jak i stadionu:

P1270078

Wembley – The Home Of Football

Pierwsze zderzenie z miastem i od razu pierwsze wrażenia: jakie tu wszystko jest inne, ludzie żyją na luzie, każdy uśmiechnięty itp. zaskoczyły nas pozytywnie. Po 10 minutach powolnego spaceru dotarliśmy do stacji metra, z której dojechaliśmy do dzielnicy Wimbledon, gdzie mieliśmy załatwiony parę dni temu nocleg przez CouchSurfing:

P1270080

Jedna ze stacji metra na obrzeżach miasta. W centrum stacje wyglądały bardziej przyzwoicie.

P1270087

Słynne angielskie metro

P1270089

Centrum dzielnicy Wimbledon

Metro na drugi koniec Londynu było najdroższą atrakcją, jaką sobie tego dnia, jak i w ogóle wypadu zafundowaliśmy. Przejazd w jedną stronę kosztował nas 4,5 funta, co jest równoznaczne z przejazdem linią PKP na trasie Gliwice – Rzeszów… Bramek niestety nie da się ominąć i każdy musi mieć bilet.

Z bólem serca wydaliśmy pieniądze na bilet, jednak innego sposobu na szybkie przedostanie się nie było.

Będąc już w Wimbledonie, poszliśmy w kierunku mieszkania naszego coucha, Iana. Okazał się nim mężczyzna w wieku 55 lat, który od czterech lat oferuje noclegi ludziom z całego świata, jak i sam dużo jeździ po świecie i nocuje. To miłe że ktoś w takim wieku oferuje pomoc ludziom, których nie zna. Jego foto-książki z najdalszych zakątków świata zrobiły na nas wrażenie.

Po przywitaniu zaoferował nam obiad, który zjedliśmy błyskawicznie. Angielskie mięso nie należy do najlepszych, jednak człowiek głodny zje wszystko 😉

Po obiedzie chcieliśmy wyjść do jakiegoś angielskiego pubu, aby poczuć się jak w „filmach”. I rzeczywiście dało się taką atmosferę odczuć. Wszędzie pełno ludzi w różnym wieku, różnym kolorze skóry. W polskich barach każde wolne miejsce jest na wagę złota, w Anglii natomiast jeśli komuś brakuje miejsca, to nie przejmuje się tym, tylko grzecznie pije piwo śmiejąc się od ucha do ucha. I jeszcze jedno: puby w Anglii są ogromne:

P1270096

Piwa oferowane w Anglii są dobre, jednak nasze polskie są lepsze 😉

P1270097

Oraz Ian. Nasz couch.

Piwo w pubie nie należało do najtańszych, więc jednogłośnie zdecydowaliśmy o kupnie piwa w pobliskim markecie i wypiciu go w mieszkaniu. Po powrocie okazało się, że nie byliśmy tam jednak sami, razem z nami jednocześnie przebywał u niego chłopak pochodzący z Meksyku o imieniu Jesus, który w ciągu pół roku zamierza zwiedzić Europę. Czas upłynął nam o rozmowach o wszystkim i o niczym:

P1270100

Couch Surferzy 😉

Wcześnie rano, zgodnie z naszą prośbą, zostaliśmy obudzeni przez Jesusa. Wiedzieliśmy, że tego dnia czekało nas dużo chodzenia, więc nie traciliśmy czasu na leżenie, tylko od razu zebraliśmy się na równe nogi, zjedliśmy śniadanie i dziękując na gościnność opuściliśmy mieszkanie Iana.

Mając do wyboru 10-cio kilometrowy darmowy spacer oraz płatne metro, zdecydowaliśmy że pojedziemy metrem. Chcieliśmy zobaczyć najwięcej jak się da, więc każda minuta była dla nas cenna. Stąd wybór padł na metro. Po 10 minutach znaleźliśmy się przy punkcie 1) naszej wycieczki – stadionu Chelsea:

P1270114

Na parkingu stało parę naprawdę drogich samochodów, kto wie czy należały one do piłkarzy? 😉

Sama wielkość nie jest niczym szczególnym dla tego obiektu. Wyróżnia się tym, że jest „wciśnięty” między i tak bardzo ciasno zlokalizowane kamienice. Po obejściu stadionu poszliśmy w kierunku Muzeum Historii Naturalnej, gdzie mimo długiej kolejki weszliśmy do środka w 10 minut:

P1270118

Muzeum Historii Naturalnej

Dobrym rozwiązaniem w większości tego typu obiektów jest darmowy wstęp dla studentów. Płaci się jedynie za wstęp do obiektów znanych na całym świecie. Samo muzeum przedstawia dzieje natury od jej początku po czasy współczesne, a wystrój sprawia wrażenie zamku z Harrego Pottera 😉

P1270135

Pumba 😉

P1270124

Oraz szkielet największego dinozaura

Na zwiedzenie całego muzeum potrzeba całego dnia. Nam udało się w godzinę. Wszystkich rzeczy nie sposób było nam zobaczyć, mimo tego zaliczyliśmy jego najbardziej ciekawą część.

Po wyjściu na zewnątrz, spojrzeliśmy na mapę, z której wynikało że znajdujemy się blisko Hyde Parku. Poszliśmy w jego kierunku, mijając po drodze dom handlowy Harrods – byłe największe centrum handlowe w Europie:

P1270140

Harrods

Z tego miejsca już tylko rzut beretem do Hyde Parku – największego parku w Londynie. Każdy tam znajdzie coś dla siebie; od jeziora, po ścieżki dla rowerzystów, biegania, a nawet koni:

P1270151

P1270152

P1270155

Park jest ogromny. Odbywają się w nim koncerty, przemówienia publiczne oraz różne inne wydarzenia. Zrobiliśmy w nim parę zdjęć, po czym udaliśmy się w kierunku pałacu Buckingham. Już samo przejście pod jego bramy stanowiło problem z powodu liczby turystów, która zwiększała się proporcjonalnie do przebytej drogi. Po 20 minutach znaleźliśmy się już pod pałacem:

P1270167

Brama wejściowa

P1270171

Pałac Buckingham

Pilnujący królowej strażnicy uniemożliwili nam przybicie „piątki” z królową 😉

P1270165

Charakterystyczne czerwone stroje zakładane są tylko latem

Przed pałacem znajduje się pomnik Victoria Memorial, który został wzniesiony w 1911 roku na cześć królowej Wiktorii:

P1270174

Victoria Memorial

P1270175

Figury symbolizujące pokój i zwycięstwo

Po zobaczeniu Buckingham Palace przyszedł czas na najbardziej znany zabytek – Big Ben. Jest faktycznie „Big” 😉

London!

London!

Zaraz za Big Benem znajduje się London Eye. Jest jedną z trzech budowli wybudowanych w Londynie z okazji nowego tysiąclecia (pozostałe to The Millennium Dome i The Millenium Footbridge):

P1270189

London Eye

Wstęp do kapsuły London Eye kosztuje 25 funtów, więc odpuściliśmy sobie tą atrakcję na rzecz lepszej – bochenka chleba kupionego w pobliskim sklepiku 😉 Przy okazji dokończyliśmy konserwy przywiezione z Polski. Po chwili odpoczynku ruszyliśmy dalej wzdłuż rzeki Tamizy w kierunku Tower Bridge. Po drodze mijaliśmy wielu lokalnych artystów szukających zarobku wśród turystów, aż w końcu doszliśmy pod drugą milenijną budowlę, Millenium Footbridge:

Millenium Footbridge

Millenium Footbridge

A z tamtąd było już niedaleko do celu – Tower Bridge:

Tower Bridge

Tower Bridge

Po zrobieniu paru fotek poszliśmy odpocząć do chwilę do pobliskiej restauracji, gdzie Mateusz skorzystał z możliwości darmowego internetu, a ja zabrałem aparat i poszedłem „w świat”:

P1270222

Przejście z kamienicy do kamienicy odbywało się „mostami”

Po chwili ruszyliśmy dalej, tym razem już w drogę powrotną. Przeszliśmy przez Tower Bridge:

P1270229

Szczelina przęsła zwodzonego

Tower Bridge z drugiej strony rzeki

Tower Bridge z drugiej strony rzeki

Oraz Tower of London - budowla obronna i pałacowa monarchów Anglii

Oraz Tower of London – budowla obronna i pałacowa monarchów Anglii

Po drugiej stronie Tamizy znajduje się nowoczesna część Londynu, która także nie mogła umknąć naszej uwadze. Mijaliśmy po drodze wieżowce oraz biurowce, które dotychczas były nam znane z filmów:

P1270224

30 St Mary Axe lub jak kto woli – ogórek 😉

Lloyd's of London

Lloyd’s of London

Najwyższy budynek mieszkalny w Londynie (w budowie)

Najwyższy budynek mieszkalny w Londynie (w budowie)

Sama dzielnica biznesowa jest rozwinięta w bardzo wysokim stopniu, to jednak dopiero teraz zaczęto budować w niej wysokie budynki. Docelowo za parę lat będzie prezentowała się w ten sposób:

 

Zdjęcie wzięte z internetu

Zdjęcie wzięte z internetu

Po szybkim przejściu dzielnicy biznesowej udaliśmy się w stronę dzielnicy Soho.Po drodze minęliśmy stary czerwony piętrowy autobus. Do dziś jeżdżą tylko dwa takie autobusy:

P1270256

Double Decker Bus 😉

Nie mieliśmy okazji jechać tym autobusem, a szkoda. Bo klimat w nim byłby z całą pewnością świetny 🙂 Po 10 minutach marszu i odpoczynku w McDonald’sie, znaleźliśmy się w końcu w Soho:

P1270260

Droga wjazdowa

Dzielnica ta znana jest z licznych klubów, dyskotek, restauracji, barów i pubów. Oprócz rozrywkowych lokali otwartych do nocy, są tu również kompleksy kin, teatry, księgarnie oraz modne sklepy. Soho uchodzi za miejsce, w którym najwyraźniej widoczna jest wielokulturowość Londynu. Jest synonimem przemysłu, handlu, kultury i rozrywki. Jest strefą zamieszkania zarówno bogaczy, jak i biedaków. Dzielnica przez wieki przygarniała imigrantów z różnych stron świata. Dziś Soho również nawiązuje do otwartości obyczajów, choćby dużą ilością barów dla gejów i transwestytów. Jest w tym samym stopniu dzielnicą chińską, historyczną, czerwonolatarnianą, jak i snobistyczną, a adres zamieszkania w tym rejonie jest marzeniem wielu londyńskich nowobogackich. Poniżej kilka zdjęć:

P1270263

Budynek w stylu angielskim. W nim wiele kawiarni, restauracji.

P1270266

Jedna z uliczek, w której było mnóstwo lokali

P1270270

Teatry i reklamy kasyn. Było ich bardzo dużo

P1270294

China Town

P1270296

Centrum dzielnicy

P1270297

Ogromne telebimy

P1270301

Wejście do metra

Po przepychaniu się wśród innych osób mieliśmy ochotę czegoś się napić. Wybór padł oczywiście na piwo. Usiedliśmy na pobliskiej ławce, z plecaka wyciągnąłem ostatnią puszkę, której wczoraj nikt nie miał ochoty wypić, po czym rozległ się magiczny dźwięk „Tsss”. I życie od razu staje się lepsze 😉

Odpoczęliśmy kilka minut, po czym ostatkiem sił dowlekliśmy się z powrotem pod London Eye i Big Bena, aby sfotografować go nocą. Jak na złość, znowu zapomniałem zabrać z domu statywu, a kładka, z której robiłem zdjęcia kołysała się bardzo mocno pod wpływem wiatru. Zdjęcia jakie są takie są. Niestety, jestem zły na siebie, ale najważniejsze jest to, co utkwiło w mojej głowie:

P1270308

Kładka nad Tamizą

P1270309

London Eye nocą

P1270318

Big Ben z Westminsterem

Po chwili udaliśmy się, po drodze robiąc drobne zakupy, w kierunku Baker Street – ulicy, z której odjeżdżał busik zawożący nas na lotnisko. Już w busiku dopadły nas syndromy intensywnego zwiedzania – zasnęliśmy po chwili siedzenia.

Po ponad godzinie znaleźliśmy się z powrotem na lotnisku, z którego dnia poprzedniego łapaliśmy stopa do centrum. Samolot do Polski mieliśmy wcześnie rano, więc rozłożyliśmy się „wygodnie” w śpiworach na ziemi, nie robiąc przy tym nikomu problemu. Dopiero rano zauważyłem, że obok nas śpią także inne osoby 😉 Lot do Polski przebiegł bardzo szybko. Cały lot przespaliśmy. Zostaliśmy obudzeni przez dźwięk sygnału zapięcia pasów oznaczający podchodzenie do lądowania. Różnica temperatur między Anglią a Polską sprawiła, że zmarzliśmy dość konkretnie łapiąc stopa w kierunku domu 😉 Łapiąc 3 samochody, dotarliśmy do domu.

Podsumowując, Londyn jest miastem wielu kultur. Jednym może się to spodobać, innym nie. Osobiście cenię sobie spokojne, ustronne miejsca, z dala od cywilizacji, jednak po wizycie w stolicy Anglii mogę śmiało stwierdzić, że każdy musi spróbować odwiedzić duże miasto. Najlepiej bez planu, tak po prostu. Dopiero wtedy można poczuć klimat każdej z dzielnic w wielkim mieście. Człowiek najlepiej poznaje samego siebie wtedy, gdy się zgubi. A gdy się zgubi, odkrywa wtedy miejsca, o jakich nie piszą nigdzie w przewodnikach. I to jest w tym fajne.

Bilety na samolot kupiliśmy niecałe 3 tygodnie przed odlotem w bardzo korzystnej cenie, wystarczy śledzić strony z promocjami codziennie a na pewno znajdzie się jakiś ciekawy przelot. Dla mnie był to początek tego typu podróżowania. Mateusz podróżował już wcześniej tanimi liniami.

flaga-anglii

Póki co, zaliczyłem już 2 stolicę w 2013 roku – Londyn. Następną będzie Wiedeń. 🙂

 

Reklamy

One response to “Londyn, Anglia

  1. Intensywna podróż 🙂 Sporo zwiedziliście jak na tak krótki okres czasu. Duży plus za styl 🙂 coraz przyjemniej czyta się Twoje teksty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s