Dzień 16.

Ostatniego dnia naszej wyprawy obudziliśmy się o godzinie 9. Obudziliśmy się stosunkowo wcześnie, ponieważ nie wiadomo było, ile zejdzie nam czasu na wydostanie się z Wrocławia. Spakowaliśmy się w miarę szybko, zjedliśmy śniadanie, po czym pożegnaliśmy się z nowo poznanymi wczoraj ludźmi, oraz z Mateuszem, gdyż nie wracał do domu. Postanowił zostać we Wrocławiu do końca dnia. My niestety nie mieliśmy takiej możliwości, ponieważ dnia następnego musiałem być już w pracy. Trudno było się nam rozdzielić po dwóch tygodniach spędzonych razem.

Z centrum miasta wydostaliśmy się darmowym autobusem dowożącym klientów do centrum handlowego znajdującego się przy węźle autostradowym, na którym łapaliśmy stopa dwa tygodnie temu w kierunku Niemiec. Tym razem nasz karton z napisem “Katowice” był wystawiony w przeciwnym kierunku. Po godzinie czekania zatrzymała się laweta wioząca 2 rozbite samochody do Polski. Po zapytaniu się o możliwość podwózki dwaj kierowcy odpowiedzieli twierdząco. Siedzieliśmy w samochodzie, któremu po przejechaniu 20 kilometrów brakło paliwa.

Było już popołudnie, więc zacząłem się martwić, czy aby na pewno zdążymy przed zachodem słońca do domu. Po dwóch godzinach stania na poboczu autostrady, w końcu przyjeżdża z paliwem w kanistrze kolega naszych kierowców. Dolaliśmy paliwo, po czym ruszyliśmy dalej, zatrzymując się na pierwszej stacji benzynowej aby zatankować samochód. W McDonaldzie kupiliśmy sobie po tortilli, która była naszym obiadem, po czym ruszyliśmy dalej. W miarę zbliżania się do Gliwic, gdzie miałem wysiadać, Agata zrobiła mi karton z ładnym napisem “Wodzisław Śląski”.

Gdy zobaczyliśmy znak “Gliwice”, zrozumieliśmy, że nasza przygoda dobiega końca. Z tego miejsca zaczęliśmy naszą przygodę dwa tygodnie temu. Poprosiłem kierowcę, aby zatrzymał się na poboczu, po czym pożegnałem się z kierowcami oraz z Agatą. Szybko musiałem opuścić samochód, gdyż zatrzymał się na poboczu autostrady. Dochodząc do drogi, z której łapałem stopa do domu, przejeżdżający obok ludzie kiwali mi na znak pozdrowienia.

Stojąc na poboczu, założyłem na głowę słomiany kapelusz, który dostałem w Hiszpanii, po czym wyciągnąłem karton, który wcześniej zrobiła mi Agata. Czekałem 5 minut. Zabrali mnie młodzi ludzie, którzy nie mogli uwierzyć, że wracam z Gibraltaru. Po wyjściu z samochodu dostaję telefon od Agaty, że jest już w domu:

– “Ty też za chwilę będziesz, nie przejmuj się.” – to zdanie było dla mnie na tyle motywujące, że kolejnego stopa złapałem w ciągu 5 minut. Zabrali mnie ludzie wracający ze zlotu miłośników caravaningu. Po krótkiej jeździe byłem już 10 kilometrów od domu.

Stwierdziłem, że nie ma sensu już łapać stopa, gdyż zaczynało robić się ciemno, a tego samego dnia musiałem wrócić jeszcze do Gliwic. Zadzwoniłem więc po brata, aby przyjechał po mnie. Po chwili czekania, zobaczyłem żółtego trabanta, którego wcześniej nie widziałem, ponieważ zakupił go w dniu naszego wyjazdu:

Trabant, model 601s ;-)

Trabant, model 601s 😉

Mimo tego, że brat przyjechał po mnie gdy po niego zadzwoniłem, nazywam tą podwózkę autostopem. Fajnie było zakończyć taką przygodę w takim samochodzie ;-)

I tak, po 16 dniach podróży, późnym wieczorem dnia 2. września znaleźliśmy się wszyscy z powrotem w domu. Nasza wyprawa dobiegła końca.

Dzień 15.                                                                                                               Podsumowanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s