Bratysława, Słowacja

Pewnego zimowego (mimo wiosny) dnia, wyruszyłem wraz z bratem Tomkiem do Bratysławy stopem. Przede wszystkim ciągnął mnie tam mój brat, który bardzo, ale to bardzo chciał pojechać gdzieś na jednodniowego stopa. Ja dałem mu wolny wybór, który padł na Bratysławę. Nie myśląc długo zgodziłem się na to, zważywszy że jest to stolica, którą miałem w planach w tym roku zwiedzić (a raczej zaliczyć, o czym później). Od siebie dodam tylko, że podpiąłem pod tą wycieczkę pomysł wypicia piwa gdzieś w okolicach słowackiej stolicy. W drogę wyruszyliśmy w sobotę 13.04 o 8 rano:

Debiut w zagranicznym autostopie ;-)

Debiut w zagranicznym autostopie 😉

Na pierwszego stopa czekaliśmy ok. 10 minut. Tyle samo kilometrów co minut też nim przejechaliśmy. W oczekiwaniu na drugą podwózkę minął nas sąsiad, który niestety nie nas nie rozpoznał. Pomimo tego już po 5 minutach siedzieliśmy w samochodzie wiozącym nas na granicę Polska – Czechy. I tak po następnych 5 minutach znaleźliśmy się już na przejściu granicznym, z którego skuteczne łapanie stopa uniemożliwiła Straż Graniczna.

Z głową w chmurach ;-)

Chodząc z głową w chmurach miałem nadzieję na złapanie jakiegoś stopa 😉

I tak przez godzinę chodziliśmy z miejsca na miejsce, aż w końcu z pobliskiego targu zabrali nas do samochodu Czesi, którzy „przeszmuglowali” nas już na stronę czeską 😉

Będąc na stacji co chwilę przyjeżdżały samochody. Niektóre pełne, niektóre miały wolne miejsca, ale kierowcy nie mieli chęci nas zabrać. Po pewnym czasie nadjechał samochód, a w nim trójka młodych Polaków jadących (o dziwo) na narty. Krótkie pytanie o kierunek i wolne miejsce:

– Jedzie do Brna?

– Tak.

– A zabierzecie nas?

– Gruby, budź się, mamy dwóch nowych pasażerów 😉

I tak jechaliśmy z nimi do Brna:

Do Brna! :-)

Do Brna! 🙂

I po godzinie jazdy w ciasnocie byliśmy już na stacji benzynowej w Brnie, gdzie nie odbyło się bez fotki. Panowie na zdjęciu niżej (poza mną) jechali testować sprzęt narciarski do Austrii:

P1280433

Na stacji tej nie było niestety tak dużego ruchu jak w wakacje, więc zdecydowaliśmy się, że pójdziemy polami do najbliższego centrum handlowego, w którym dużą część klientów stanowią Słowacy. Dodatkowym atutem tego centrum jest jego lokalizacja. Leży ono na wylotówce z Brna, a jego wyjazd zaczyna autostradę biegnącą do samej Bratysławy 🙂 Jedynym problemem było się dostać do wspomnianego centrum. Szliśmy więc polami:

P1280435

Let’s go!

Towarzyszyły nam nawet sarny :-)

Towarzyszyły nam nawet sarny 🙂

I na takiej drodze też próbowaliśmy łapać stopa - niestety bezskutecznie ;-)

I na takiej drodze też próbowaliśmy łapać stopa – niestety bezskutecznie 😉

Po półgodzinnym marszu byliśmy już na wylotówce z Brna, skąd chcieliśmy spróbować złapać stopa już do Bratysławy.

P1280444

Światła oraz duże pobocze nic nie dały 😦

Na tej samej miejscówce w maju 2012 roku spotkałem parę chłopaków, którzy mieli nadzieję złapać stopa do Budapesztu. Czy się im udało? Nie wiem, ale nam godzinny postój w tym miejscu nie przyniósł efektu. Zdecydowaliśmy więc że pojedziemy darmowym autobusem do wspomnianego wcześniej centrum handlowego. Autobus był, ale nie darmowy. A nie warto było ryzykować mandatem, tym bardziej, że nie mieliśmy czeskiej gotówki, którą powinno się płacić tego typu rzeczy. Poszliśmy na piechotę, mijając po drodze policję, która nie zwróciła na nas uwagi. Pozostało jeszcze przeskoczyć przez 4 ruchliwe zjazdy autostradowe oraz przejść pod mostem, aby się znaleźć na dużym parkingu:

P1280447

Zagubiony w Brnie 😉

Będąc już na parkingu, ustawiliśmy się na rondzie, z którego prowadziła droga prosto na autostradę w stronę Słowacji. Po 5 minutach przejeżdżająca obok policja dała nam do zrozumienia, że nie jest to najlepsze dla nas miejsce. Cofnęliśmy się więc przed rondo, gdzie na stacji benzynowej obok dostrzegliśmy dwójkę chłopaków, Francuzów, jadących do Budapesztu. Po chwili rozmowy zeszliśmy im z miejsca, z którego łapali okazję, i ustawiliśmy się na wyjeździe z parkingu, gdzie przejeżdżało dużo samochodów. Po godzinnym oczekiwaniu szczęście się do nas uśmiechnęło. Zabrała nas para młodych ludzi, jadących prosto do centrum Bratysławy 🙂

Jedziemy do Bratysławy :-)

Jedziemy do Bratysławy 🙂

Jedziemy do Bratysławy CD. ;-)

Jedziemy do Bratysławy CD. 😉

Po półtora godzinnej jeździe dotarliśmy w końcu do centrum. Kierowca wysadził nas w samym centrum, więc zaoszczędziliśmy trochę czasu na chodzenie i błądzenie w jego poszukiwaniu. A tak ono wygląda, czyli (w naszym odczuciu) komuna w najlepszym wydaniu:

Zabytki mieszają się tutaj z nowoczesnością ("komuną")

Zabytki mieszają się tutaj z nowoczesnością („komuną”)

P1280458

Główna ulica

P1280460

Most Słowackiego Powstania Narodowego, na szczycie którego znajduje się restauracja

Postanowiliśmy przejść na drugą stronę Dunaju, aby zobaczyć jak prezentuje się centrum Bratysławy z drugiej strony. Czasu nie było dużo, bo była już godzina 16, więc zrobiliśmy szybko zdjęcia:

Cel osiągnięty :-)

Cel osiągnięty 🙂

Mały człowiek pod wielkim mostem

Mały człowiek pod wielkim mostem

Po czym wróciliśmy do centrum aby dokończyć naszą wycieczkę – wypić piwo 🙂

P1280494

Polskie piwo jest jednak lepsze 🙂

Później nie pozostawało nic innego jak udać się w stronę drogi wylotowej z Bratysławy. Z mapy wynikało że znajdujemy się ok. 5-ciu kilometrów od dość dobrej miejscówki do łapania stopa. Udaliśmy się więc tam, po drodze fotografując co nieco to słowackie miasto:

P1280499

Jeden z kościołów

Jedna z uliczek Starego Miasta

Jedna z uliczek Starego Miasta

Oraz wszechobecne grafitti

Oraz wszechobecne grafitti

Nie bez powodu wszechobecne. Jak się później okazało, w mieście można legalnie malować ściany w wyznaczonych do tego miejscach, których było sporo. Niektórzy nawet mieli specjalnie do tego celu ustawione rusztowania oraz masę innych przyborów:

P1280508

Odległość na mapie (5 kilometrów) okazała się być odcinkiem 10-cio kilometrowym. Tempo, jakie sobie narzuciliśmy było naprawdę wysokie. Odcinek ten pokonaliśmy w nieco ponad godzinę, spotykając po drodze dwie autostopowiczki z Grecji. I tak znaleźliśmy się w końcu na stacji benzynowej, z której mieliśmy nadzieję coś złapać. Nadzieję dlatego, że mimo autostrady biegnącej obok, nikt się na niej nie zatrzymywał. Dopiero po 15 minutach podjechał pierwszy i jedyny samochód. Jego kierowca bez problemu zabrał nas do środka oferując podwózkę 40 kilometrów dalej, na następną większą stację. Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się, kim jest wspomniany kierowca. Jest właścicielem restauracji na pokazanym wyżej na zdjęciu moście 🙂

P1280510

Ahoj 🙂

P1280509

Jedziemy już w stronę Polski

Słowackie autostrady

Słowacka autostrada

I tak jechaliśmy przez 40 kilometrów. Zostaliśmy wysadzeni na stacji, gdzie ruch był nieco większy. Na stacji spotkaliśmy zespół muzyczny jadący na swój koncert do Brna, jednak pomimo dobrych chęci nie mieli miejsca w samochodzie. 5-tka muzyków + sprzęt muzyczny robiła z tego auta ciasną konserwę. Następną zapytaną osobą był Polak – kierowca ciężarówki. Zgodził się zabrać tylko jednego z nas. Pojechał więc dalej sam 😉 Za trzecim podejściem już się udało. Zabrał nas Węgier jadący do Niemiec. I po godzinie byliśmy już w Brnie:

P1280513

Następnie przyczajka na rozjazdach autostradowych:

"Z zaskoczenia"

„Z zaskoczenia”

I po 3 rozjazdach znaleźliśmy się już w drodze na pole. Na te same, którym szliśmy w stronę centrum handlowego. Tam udało nam się złapać od razu Czecha, który podwiózł nas na większą stację z McDonaldem, gdzie utknęliśmy na ponad 3 godziny. Przez ten czas przejechało tylko 5 samochodów z Polski. Niektóre z nich miały wyraźnie dużo wolnego miejsca, aby nas zabrać. Niestety kierowcy już nie mieli takiej woli. Chodziliśmy zatem od samochodu do samochodu z pytaniem o podwózkę. Nikt nie pomógł. Dopiero 5 samochód z Polski dał nam nadzieję. Mili ludzie wracający z nart, jednak tylko 1 wolne miejsce. Z początku z uwagi na brak wolnego miejsca nie chcieli nas zabrać, więc poszliśmy z powrotem na parking. Tam uzgodniliśmy, że Tomek pojechałby z nimi, a ja bym się dostał do domu najwyżej rano. Kolejna próba negocjacji z tymi ludźmi okazała się owocna 🙂 Mimo braku miejsca wzięli nas obu. Ja siedziałem na nartach na klapniętym siedzeniu, Tomek wraz z dzieciakiem tych ludzi siedział bardziej komfortowo. I trasę z Brna pod dom pokonaliśmy błyskawicznie 🙂 Całą drogę przegadaliśmy na rozmowach o wszystkim i o niczym 🙂 Pod koniec nadrobili dla nas trochę kilometrów zawożąc nas pod dom 🙂 Jeśli to czytacie – jeszcze raz dzięki! 😀

P1280517

Tomek i nasi wybawcy 🙂

Naszą wycieczkę zakończyliśmy pod domem o godzinie 00.30 🙂

Podsumowując, fajnie było się wybrać na 1-dniową wycieczkę autostopem. Daje to trochę więcej pola do popisu jeśli chodzi o kombinowanie odnośnie presji uciekającego jak woda w rzece czasu, jak i wydostania się z dużego miasta. Drogę do Bratysławy pokonaliśmy w 8 godzin. Długo, jednak innej opcji nie było. Powrót był o tyle bardziej nerwowy, że kończył się szybko dzień. Nam się udało wrócić do domu „na styk”, zamykając w ten sposób stolicę nr 5 – Bratysławę. Mimo wszystko – było warto 🙂

P1280504

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s