Couchsurfing w Mashhad

Do Mashhadu przyjechaliśmy wcześnie rano po nocnej tułaczce na drogach. Sama trasa przebiegła dość spokojnie i w miarę szybko – praktycznie cały czas spaliśmy. Zostaliśmy wysadzeni na dworcu autobusowym, gdzie umówiliśmy się z naszym gospodarzem – hostem. I tutaj pierwszy raz zdarzyło się nam, aby ktoś nie odbierał telefonu. Próbowaliśmy dzwonić przez 2 godziny, jednak cały czas bez odzewu. Siedząc bezczynnie na dworcu i korzystając z usług wolnego jak żółw wi-fi przeglądałem co chwilę w telefonie couchsurfing, gdy nagle pojawiła się wiadomość od niejakiego Alirezy. Zgodził się nas przenocować, ale tylko na 1 noc. Dobre i to.

Jadąc do mieszkania nie mieliśmy pojęcia, w jakich warunkach będziemy mieszkać. Sama kamienica nie wyglądała zbyt okazale, jednak nigdy nie oceniam po tym, jak wygląda coś z zewnątrz dopóki nie zobaczę tego od wewnątrz. To, co zobaczyliśmy, przeszło nasze oczekiwania. Pełen luksus, czysto na każdym kroku. Jak w hotelu. Była żona Alirezy do pedantka do potęgi. Tak czystych dywanów jeszcze nigdy nie miałem okazji oglądać. Na dzień dobry poczęstowała nas owocami i zimnymi napojami. Wieczorem zostaliśmy zabrani do parku w górach, gdzie po raz pierwszy było mi zimno. W międzyczasie zadzwonił do nas host, który nie odbierał telefonu. Przepraszał w nieskończoność, obiecując w ramach rekompensaty obiad w restauracji, którą wybierzemy. Z tego niestety nie skorzystaliśmy, bo byliśmy już pod opieką kogoś innego. Alireza obwiózł nas jeszcze po mieście, po czym poszliśmy spać.

Następnego dnia musieliśmy się wynieść z mieszkania. Co jak co, ale Irańczycy to pomocna dłoń w każdej sytuacji. Wystarczył jeden telefon, aby znaleźć nam kolejnego hosta. Tym razem Hamed, chłopak w wieku 25 lat. Też 1 noc, ale gościna na poziomie naszej wigilii – tyle jedzenia, tyle ludzi. Zupełnie obcy ludzie byli nam rodziną. Podczas dnia, zwiedzając kompleks świątynny, co chwilę otrzymywaliśmy telefony z pytaniem „czy wszystko u nas ok”.

Trzeciej nocy byliśmy wręcz rozchwytywani przez znajomych naszych dwóch poprzednich hostów. Każdy chciał nas przenocować, więc mieliśmy w czym wybierać. Mając już gospodarza, poszliśmy wszyscy razem w góry. Po powrocie oczywiście wystawna kolacja. Tym razem spaliśmy niedaleko dworca kolejowego, skąd mieliśmy pociąg na południe kraju następnego dnia rano.

I tutaj nasuwa mi się pytanie – i gdzie ta nasza polska gościnność…?

Sample-0477

Sample-0476

Sample-0474

Sample-0475

Sample-0494

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s